Tak na przestrzeni lat zmieniały się kanony urody

Udostępnij Tweetnij Wykop
shutterstock.com
„New York Times” w 1912 roku ogłosił, że idealną kobietą jest 24-letnia Elsie Scheel. W dzisiejszych czasach ta studentka zostałaby wysłana na siłownię i do dietetyka, gdyż przy wzroście 170 cm ważyła 77 kg. Jak zmieniały się kanony urody? Jak kiedyś wyglądały modelki, a jaki wzorzec urody obowiązuje dziś?

BMI, czyli wskaźnik masy ciała (stosunek wzrostu do wagi), Elsie Scheel wynosił prawie 27, co ewidentnie wskazuje na nadwagę. Okrzyknięto ją ideałem nie tylko ze względu na urodę, ale również dlatego, że według lekarzy tak właśnie powinna wyglądać zdrowa kobieta. Z kolei w 1930 roku magazyn „Life” opisywał jako ideał 20-letnią June Cox. Modelka ważyła 56 kg i mierzyła ok. 169 cm wzrostu. „Przez to, że amerykańskie kobiety coraz chętniej uprawiają sport, ich sylwetki stały się bardziej chłopięce" – można było przeczytać na łamach „Life”. Marilyn Monroe, która w latach 50. rozbudziła wyobraźnię mężczyzn i stanowiła wzór dla kobiet, miała 166 cm wzrostu i ważyła ok. 55 kg. Miała szerokie biodra, ponętne uda i do dziś pozostaje symbolem seksu. Potem nastała era Twiggy – modelki, która zapoczątkowała zupełnie nowy kanon urody. Lata 60. należały do Lesley Lawson (tak naprawdę się nazywała). Można zaryzykować stwierdzenie, że była pierwszą topmodelką. Przy wzroście 165 cm ważyła zaledwie 40 kilogramów! Jej BMI wynosiło 14,5, co świadczyło o skrajnej niedowadze. Według anegdoty to podczas jednej z jej pierwszych sesji zdjęciowych fotograf nazwał ją „Twigs” (z ang. gałązka). Ktoś inny doradził jej, żeby przybrała podobny pseudonim. - W wieku szesnastu lat byłam śmieszną, chudą nastolatką, same rzęsy i nogi. A potem nagle ludzie zaczęli mówić, że to bajeczne. Myślałam, że oszaleli – przyznała w jednym z wywiadów.

Twiggy już wtedy wzbudzała kontrowersje. Zarzucano jej, że promuje anoreksję, jednak prawdziwa wojna z wychudzonymi modelkami miała dopiero nadejść. Poprzedziły ją czasy, gdy na wybiegach królowały Cindy Crawford, Naomi Campbell, Eva Herzigova – szczupłe, zgrabne, ale wcale nie wychudzone kobiety. Mogły pochwalić się krągłościami, dużym biustem, jędrnym i wysportowanym ciałem. Potem dołączyła do nich Kate Moss – następczyni Twiggy. - Gdy byłam modelką, normą był rozmiar sześć, teraz dziewczyny noszą rozmiar dwa albo zero – przyznała po latach Cindy Crawford w wywiadzie dla magazynu „Parade”. „Szkieletory” na wybiegach i w reklamach coraz częściej są piętnowane. Próbuje się zakazać epatowania wizerunkami kościstych dziewczyn. Ważnym argumentem w debacie przeciwko wychudzonym modelkom stał się właśnie wskaźnik masy ciała BMI. W branży cały czas spekuluje się o kontroli wskaźnika u modelek biorących udział w pokazach i sesjach zdjęciowych.

Stanowczy krok w tym kierunku wykonał Izrael. Tamtejszy parlament w 2012 roku uchwalił prawo zakazujące pokazywania w reklamach zbyt szczupłych kobiet. Nie mogą one również prezentować strojów na wybiegach. Każda modelka przed sesją zdjęciową musi dostarczyć zaświadczenie lekarskie. Jego najważniejszym elementem jest oznaczony przez lekarza wskaźnik BMI. Izraelskie piękności, których indeks BMI wynosi mniej niż 18,5, nie pojawią się w reklamie kremu czy pasty do zębów. Autorzy ustawy wychodzą z założenia, że prezentowanie wizerunków wychudzonych modelek może przyczyniać się do zaburzeń odżywiania u młodych dziewcząt. - Dzięki wprowadzeniu nowych regulacji wysyłamy do nastolatek komunikat: bycie szczupłą jest akceptowalne, ale są granice tej chudości – stwierdziła Rachel Adato z izraelskiego parlamentu. Za przykładem Izreala poszły też inne państwa. Najniższe dopuszczalne BMI modelek pracujących w Madrycie wynosi 18, z kolei w Mediolanie - 18,5.

Jak jest w Polsce? Małgorzata Leitner, prezes agencji modelek Avant Management, komentując tę sprawę dla serwisu WP Kobieta, stwierdziła, że modelka, podobnie jak baletnica czy tancerz, musi wyjątkowo dbać o szczupłą figurę, jednak proporcje sztucznej lalki Barbie z 50 cm w talii oraz „wyprasowane” przez grafika twarze nie powinny wpędzać nas w kompleksy. Dodajmy, że jakiś czas temu niemiecka modelka Heidi Klum nazwała rozmiar zero „rozmiarem nic”. Jak idealne proporcje widzi druga płeć? Naukowcy z uczelni w Sydney dowiedli niedawno, że idealne kobiece wymiary zdaniem mężczyzn to: 91-72,5-96,5 przy 162,5 cm wzrostu. Wyliczono, że odpowiada to rozmiarowi ubrań 42. Jak widać społeczeństwo nie ulega ideałom promowanym w czasopismach i na wybiegach, a do kanonów urody - które potrafią zmieniać się z sezonu na sezon - zachowuje zdrowy dystans.

Udostępnij Tweetnij Wykop